Tadek

Narciarz i kitesurfer. Doświadczony instruktor kitesurfingu, IKO level 2

Prawdziwy kitesurfing zaczyna się, gdy zaczynamy skakać

Kitesurfing. Jak skakać wysoko.
Kitesurfing. Jak skakać wysoko.

Start z wody wychodzi za każdym razem, pływanie na wiatr i zwroty nie stanowią już problemu, pierwsze udane próby pływania tow-side/switch już za nami. Czas zacząć to, co w kitesurfingu najbardziej emocjonujące. Pora na skoki.

Ale zanim podejmiemy pierwsze próby, warto zadać sobie pytanie: dlaczego z latawcem można skakać, i to całkiem wysoko? Większość osób rozpoczynających samodzielne pływanie odpowiada: bo latawiec ciągnie nas do góry. Nie, to nie jest prawidłowa odpowiedź. Gdyby tak było, to każdy mocny szkwał unosił by nas w górę, zaś Zatoka Pucka w lato,od czasu do czasu, upstrzona by była, unoszącymi się nad nią kitesurferami.
W rzeczywistości wśród tłumu kitesurferów na wodzie niewielu potrafi popisać się elegancko wyglądającym skokiem na wysokość co najmniej kilku metrów.

Wygenerowanie siły w latawcu jest istotnym, ale bynajmniej nie wystarczającym składnikiem skoku. Skok z latawcem bardziej można porównać do strzału z łuku, niż do lotu samolotem, czy choćby paralotnią. Podobnie jak strzelając z łuku musimy napiąć cięciwę, do skoku konieczne jest zbudowanie napięcia między latawcem a deską, następnie gwałtownie jego zwolnienie. Uwolniona siła wystrzeli nas w górę, a po osiągnięciu maksymalnej wysokości siły działające na latawiec pozwolą na łagodne, kilkusekundowe opadanie na wodę.
Aby osiągnąć efekt strzału z łuku potrzebne są trzy elementy: wytworzenie siły skierowanej w górę, przeciwstawienie się rosnącej sile latawca za pomocą deski oraz gwałtowne uwolnienie napięcia w momencie, gdy różnica miedzy ciągiem latawca, a oporem deski osiągnie maksimum.

Pierwszy element osiągamy dynamicznie kierując latawiec w stronę zenitu. Im szybciej skierujemy latawiec, im szybciej płyniemy i im większa siła wiatru w stosunku do powierzchni latawca, tym większą siłę uda nam się wytworzyć. Większość osób próbujących pierwsze skoki na tym poprzestaje. W efekcie, albo zatrzymują się i nie udaje im się oderwać od wody, bądź też lekko unoszą się i lecą kilka metrów z wiatrem płasko nad wodą. Nie wygląda to ładnie, satysfakcji też nie daje.

Drugi, kluczowy element skoku to wytworzenie oporu za pomocą deski. Rozpoczynając naukę skoków będziemy robić to pasywnie, po prostu zapierając się deską o wodę. Na wyższym poziome zaawansowania możemy zrobić to aktywnie, poprzez tak zwany pop (czyli sprężyste wybicie się „z deski”). Sam pop, bez generowania dodatkowej mocy poprzez ruch latawcem jest wystarczający do wykonania niezbyt wysokiego, ale efektownie wyglądającego skoku i stanowi podstawę tak zwanej nowej szkoły. Dobrze zgrany pop i praca latawca pozwala na wykonywanie stylowych i wysokich skoków. Ale uwaga, wbrew pozorom, nie jest to technika łatwa, zaś niepoprawnie wykonany bądź źle zsynchronizowany z latawcem pop bardziej popsuje skok, niż pomoże nabrać wysokości. Do pierwszych stylowych skoków wystarczy utrzymanie pasywnego oporu na desce.

Trzeci, chyba najtrudniejszy element skoku to timing – właściwa synchronizacja momentu uwolnienia deski z maksymalną siłą wytworzoną przez pracę latawcem. Podobnie jak wypuszczenie strzały z łuku, zwolnienie napięcia musi nastąpić błyskawicznie (w łucznictwie też nie jest to łatwy element) i we właściwym momencie, w stosunku do położenia latawca oraz baru. Nie jest to ani łatwe, ani intuicyjne. W wersji pasywnej sprowadza się do utrzymania stałej pozycji deski względem wody, bądź skierowania jej pod wiatr w odpowiednim momencie. Zgranie aktywnego wybicia typu pop z pracą latawcem to już wyższa szkoła jazdy.

Skoro wiemy już, co pozwala na skoki z latawcem, spróbujmy wykorzystać tą wiedzę w praktyce. Oto moja rada, jak wykonać pierwszy prawdziwy skok.

Przygotowanie - mocne oparcie na desce
Przygotowanie – mocne oparcie na desce

Wybieramy warunki i sprzęt tak, aby wyraźnie czuć, że latawiec nas ciągnie, ale jednoczenie czujemy się bezpiecznie. Nie warto pierwszych skoków próbować przy zbyt słabym wietrze, ani też przy nadmiarze mocy w latawcu. Łatwiej będzie się uczyć na względnie dużym latawcu (np. 12 m). Płyniemy w standardowej pozycji półwiatrem, bądź kursem lekko na wiatr, tak aby utrzymywać komfortową dla nas prędkość (niezbyt szybko, ale też niezbyt ostro na wiatr, aby nie zwolnić prawie do zera). Staramy się, aby możliwe duża powierzchnia deski stawiała opór wodzie – nie obciążamy zbytnio tylnej nogi.

latawiec w górę, bar odpuszczony
latawiec w górę, bar odpuszczony

Nie zmieniając pozycji ciała, deski ani nie zwalniając, stanowczym i dość szybkim ruchem kierujemy latawiec w górę, w stronę zenitu. Robimy to na odpuszczonym barze, drążek baru jest wybrany tylko na tyle, aby wybrać luz na linkach sterujących. W momencie kiedy czujemy, że latawiec jest prawie w zenicie (ale jeszcze nie zaczęliśmy zwalniać), mocnym ruchem maksymalnie zaciągamy bar. W tym momencie rozpędzony latawiec, znajdujący się wysoko w oknie wiatrowym powinien dostać impuls ciągnący nas w górę.

zaciągamy bar nie zmieniając pozycji ciała
zaciągamy bar nie zmieniając pozycji ciała

Z drugiej strony, poprzez to że siła latawca skierowana jest prawie prosto do góry (początek manewru jest wykonywany na odpuszczonym barze) automatycznie uwalnia się opór deski o wodę. Jeśli wszystko udało się dobrze zsynchronizować, powinniśmy poczuć wyraźne szarpnięcie w górę i wykonać – może jeszcze niezbyt wysoki – ale stylowo wyglądający skok.

podczas udanego skoku latawiec gwałtownie pociągnie nas w górę
podczas udanego skoku latawiec gwałtownie pociągnie nas w górę

Po każdym skoku lądujemy z deską skierowaną w dół wiatru a latawiec kierujemy w dół, na hals tuż przed lądowaniem. Proponował bym przy pierwszych próbach tego ćwiczenia nie skupiać się na lądowaniu i lądować na pupę z latawcem nad głową. Gdy wyczujemy sam moment skoku (nie koniecznie uda się to za pierwszym razem), reszta pójdzie już z górki.

Uwaga, w tym ćwiczeniu ważne jest aby przy zaciąganiu baru nie zmienić pozycji ciała i deski względem wody – ani nie próbować „odpuścić” oporu deską, ani też nie zapierać się nią bardziej, niż gdy płyniemy na halsie. Kluczowy jest moment zaciągnięcia baru – jeśli czujemy, że latawiec zamiast ciągnąć w górę, przewraca nas do przodu – ciągniemy za wcześnie. Jeśli czujemy, że tracimy prędkość zanim latawiec wyrwie nas z wody – zaciągniecie baru jest spóźnione i bar należy zaciągnąć wcześniej. Jeśli wydaje nam się że wszystko wykonujemy dobrze, a nadal nie odrywamy się od wody, zapewne należy szybciej kierować latawiec w górę, bądź też wziąć większy latawiec lub spróbować przy silniejszym wietrze.
Na zakończenie najważniejsza uwaga: zanim spróbujemy skoczyć upewnijmy się że wokół jest wystarczająca ilość miejsca. Jeśli coś nam się nie uda, wylądujemy kilkanaście metrów w dół wiatru z latawcem w wodzie. Ważne jest nie tylko aby nie uderzyć kogoś latawcem, linkami czy też deską, ale również, aby nie okazało się, że nasze linki znalazły się tuż przed dziobem pędzącego w ślizgu windsurfera.
Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*